Monthly Archives: Grudzień 2012

Koniecznie przeczytaj w święta!

however_you_dress_it_upDobry Wieczór,

kilka dni temu, kończąc przygodę z „Ludźmi bezdomnymi” Żeromskiego, pomyślałam, że fajnie byłoby przeczytać teraz coś, co wprowadziłoby mnie w tzw. świąteczny nastrój, jakąś książkę związaną z tematyką świąteczną. Porzuciłam na chwilę smutnego doktora Judyma, aby prześledzić w głowie wszystkie tytuły związane z tym skojarzeniem. Ostatecznie stwierdziłam, że rzeczy najbardziej oczywiste wcale takie nie są, gdyż dopiero pod koniec mojego toku myślowego przyszła mi do głowy książka, w której opisane są wydarzenia, z powodu których rokrocznie świętujemy. Oczywiście chodzi o Biblię. Jeśli zatem nie jesteś jeszcze w świątecznym nastroju i nie czujesz tej magii, polecam Ci sięgnąć po rozdział drugi Ewangelii wg św. Łukasza lub rozdział pierwszy Ewangelii wg św. Jana – tam opisana jest istota rzeczy; to, o co w tych świętach w ogóle chodzi.

Życzę Wam, aby Jezus Chrystus naprawdę urodził się w Waszych sercach i zaszczepił w nich ogromną miłość, radość i siłę na cały przyszły rok. Cieszcie się świątecznym czasem!

Pozdrawiam Was serdecznie,

Ania

Reklamy

1 komentarz

Filed under Książki, Życie

Znalezione pod choinką, czyli literackie przygotowanie do świąt

Kochani,

jakiś czas temu pisałam na temat wyzwań czytelniczych. Nie uwzględniłam wśród nich jednego, które postanowiłam polecić Wam później. Chodzi o bloga „Znalezione pod choinką”, na którym możecie podzielić się opiniami na temat książek o szeroko rozumianej tematyce świątecznej – znajdziecie na nim recenzje zarówno bajek o Mikołaju, romantycznych opowieści z Bożym Narodzeniem w tle, a także wiele ciekawostek na temat świąt, publikowanych przez Autorkę. Jeżeli przeczytaliście coś ciekawego na ten temat, zachęcam Was do podzielenia się tym z innymi poprzez te blog. Może znajdziecie tu również inspiracje do książkowych prezentów, jakimi możecie uraczyć swoich bliskich lub pozycje dla siebie do poczytania w Boże Narodzenie. Całkowicie bezinteresownie (jak zwykle; ten blog nie jest w najmniejszej mierze dochodowy) – polecam!

http://znalezionepodchoinka.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Szatan, szatan, z nim się bratam, czyli „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa

Witajcie!
Wiele fantastycznych książek zostało niesamowicie zbeszczeszczone, a ich autorzy skrzywdzeni przez „tych na górze”, odpowiadających za podstawę programową języka polskiego. To oni pozwolili na okaleczanie wspaniałych utworów poprzez umieszczanie ich na liście lektur szkolnych. Nie chodzi bynajmniej tylko o to, że samo umieszczenie ich tam zniechęca do przeczytania. Ja na przykład czytam prawie wszystkie i dość rzadko się zawodzę – większość z nich to naprawdę wartościowe pozycje. Prawdziwą zbrodnią na książce jest dopiero omawianie jej na lekcjach. Wiem, że nie jest to wyłącznie wina nauczycieli polskiego, gdyż mają oni pewne wytyczne, dotyczące tego, jaka jest Jedyna Słuszna Interpretacja utworu (włosy na głowie dęba stają, kiedy słyszy się o J.S.I. Biblii!). Marcin niedawno powiedział, że „omawianie niszczy książki” i trudno by mi było się z tym nie zgodzić. Jasne, warto poznać kontekst historyczny utworu, dowiedzieć się z grubsza kim był autor i jaki to gatunek, epoka. Ale szukanie fragmentów dotyczących stosunku bohatera do jego matki lub wizji przyrody przez kolelejne dziesięć lekcji skutecznie zniechęca do książki.
My to gadu-śmiadu, a przecież chcę napisać o książce, którą obecnie omawiam w szkole – „Mistrzu i Małgorzacie” Michaiła Bułhakowa. To, że powieść mi się spodoba, zostało przesądzone już w umiejscowieniu akcji. Rzecz dzieje się bowiem w Rosji, w Moskwie, a ja mam lekkie zboczenie prorosyjskie. I nie chodzi mi bynajmniej o to, że mam nad łóżkiem wielki plakat Tuska, jako symbol uległości wobec naszych rosyjskich przyjaciół. Nie chodzę też po domu z flagą z sierpem i młotem. Rosja po prostu w pewien sposób mnie fascynuje – to szare, biedne, ale na wskroś słowiańskie społeczeństwo, surowy klimat, cudownie brzmiący język… Strasznie chciałabym tam pojechać, aby dowiedzieć się, na ile moje wyobrażenia o tym kraju, które buduję na podstawie czegoś, co usłyszę, książek, filmów itd., jest prawdziwe. I czy naprawdę można tam spotkać świtę szatana.
To, co niesamowicie podoba mi się w dziełach wielu rosyjskich twórców (Czechow, Gogol, w.w. Bułhakow) to sposób, w jaki przeplata się u nich fantastyka z wydarzeniami realnymi. Brak większego zdziwienia bohaterów wobec wydarzeń takich jak znalezienie nosa w świeżo upieczonym chlebie daje naprawdę niesamowity efekt. Dzięki temu element fantastyczny wprowadzany jest płynnie, bez przesadyzmu, pompy, pytań „jak to?”. W „Mistrzu i Małgorzacie” jest to trochę mniej zaakcentowane – w końcu moskwianie są zdziwieni, widząc nagie kobiety wybiegające z teatru, a na balu u szatana nieco oszołomiona jest także Małgorzata.
Wiem, że powinnam napisać coś niecoś o fabule, przytoczyć cytaty, nakreślić charakterystykę postaci. Spojlerowanie zostawmy jednak polonistom, a Was zachęcam do świetnej zabawy, jaką będzie przeczytanie tej książki. Nawet jeśli nie zastanowicie się w trakcie lektury, za pomocą jakich środków wyrazu autor zbudował obraz ZSRR.
Moja ocena książki: 5.
(Mała adnotacja do Darii: znów bardzo dobra ocena – wybacz, ale mam już takie szczęście, że czytam głównie takie książki, które mi się podobają)

W najbliższym czasie, oprócz ukochanych lektur, chcę poczytać utwory, które pomogą mi stworzyć prezentację maturalną na temat drugiej wojny światowej. Podejrzewam jednak, że nie zdobędę się na mikro-recenzję „Byłem asystentem doktora Mengele”, może prędzej „Pamiętnik z powstania warszawskiego”. Chciałabym też w końcu coś ciekawego, oprócz reklam w telewizji „m” w łódzkim MPK, obejrzeć.
Może macie jakieś ulubione/znienawidzone lektury albo zupełnie odmienne zdanie na temat sposobu ich omawiania niż ja? Czekam na Wasze opinie i pozdrawiam mikołajkowo,
Ania

PS: Co do postanowień z poprzedniego postu – powoli wchodzą w życie, bardzo pomogła mi w tym moja grupa Taize. Jeśli ktoś z Was tu kiedyś zajrzy to pozdrawiam :)

3 Komentarze

Filed under Książki

W poszukiwaniu straconego czasu, czyli Adwent 2012

Halo…. Jest tu ktoś?

Nie zdziwi mnie, jeśli nie będzie nikogo. Wpisy pojawiają się żenująco rzadko. Są krótkie i schematyczne. A jakby tego było mało, nie czynimy żadnych zmian na blogu, tudzież reklamy.

Główną przyczyną jest chyba brak organizacji, co opisujemy zwykle: „brak czasu”. Dobrze jednak wiemy, że czasu jest mnóstwo – aż dwadzieścia cztery godziny dziennie! Jednak jeśli odjąć osiem-dziewięć godzin w szkole, sześć godzin na sen, jedną na posiłki – czasu robi się coraz mniej. A ten pozostały wykorzystujemy w mniej lub bardziej efektywny sposób na naukę, czytanie, spędzanie go z bliskimi lub razem (to ostatnie to przypadek wyjątkowy).

Dziś rozpoczął się ważny czas dla chrześcijan – Adwent. A my jesteśmy chrześcijanami. Nie do końca wiem, jakie są dalsze refleksje na ten temat Marcina, więc od tej pory piszę we własnym imieniu.

Trzy tygodnie jakie zostały do Bożego Narodzenia chciałabym poświęcić na ogólne ogarnięcie się, pod każdym względem. Okazuje się bowiem, że nie wiem, do czego w życiu dążę, czego chcę, po co robię to, co robię. I dlaczego nie mam czasu na to, co kiedyś sprawiało mi przyjemność (pisanie, spotkania z przyjaciółmi, ćwiczenia). Póki nie ustawię sobie azymutu, będę dreptać w miejscu.

Nie wiem, po co uzewnętrzniam się z tym na blogu. Zawsze wydawało mi się to trochę nieprofesjonalne, pisać o swoich sprawach prywatnych. Ale w sumie to mam gdzieś to, co o mnie pomyślicie, z całym szacunkiem. Może to, że zadeklarowałam chęć zmian publicznie, na internetowym Forum Romanum, zmobilizuje mnie do ich poczynienia.

Jeśli mi się to uda, w tym tygodniu wrzucę recenzję „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa.

A tymczasem pozdrawiam serdecznie i naprawdę dziękuję za uwagę,

Ania

4 Komentarze

Filed under Życie