Category Archives: Uncategorized

Akcja-reaktywacja. Naprawdę.

Siema,

jak widać po powitaniu, kultura naprawdę zaczyna być bzdurą, ubożeje. Jak każdy maturzysta (lub matóżysta) tłumaczę to egzaminami i nieudolnymi próbami przygotowania się do nich. Jednak wymówkę tę stracę już w czwartek, po ostatnim z nich. Co będzie wtedy?

 

 

 

Uwalę się z książką i będę w końcu czytać, no!

A później oczywiście wszystko tu opiszę.

Ciepło pozdrawiam,

Matóżystka Ania

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Czas pod presją zamienić na czas intensywności

Witajcie, kochani!

Znów muszę zacząć post od słów wyrażających moje najszczersze przeprosiny: nie piszę, bo nie mam na to czasu. A właściwie tak dotychczas myślałem. Wydawało mi się, że skoro za dwa miesiące czeka mnie egzamin dojrzałości, to na nim, i tylko wyłącznie na nim, powinienem się skupić. Dzisiaj wiem, jakim było to błędem. Nie zaprzeczę, uczę się teraz najbardziej intensywnie w całym moim dotychczasowym życiu. Pamiętam, jak jeszcze rok temu śmiałem się z maturzystów, że uczą się tak dużo, jakby „ta matura była nie wiadomo czym”. Teraz już wiem, czym jest. Otóż mnie przynosiła wiele stresu, jeszcze w połączeniu z comiesięcznymi egzaminami na prawo jazdy, powodowało delirkę w brzuchu i codzienne bóle głowy. Boże, jaki niemądry byłem. Przecież nie można się tak stresować, bo człowiek wykituje.

Wczoraj wieczorem przysiadłem do zajęcia, które nie zajmowało mnie już od początku roku szkolnego. Znowu zacząłem pisać. Nie mam jednak na myśli postów czy recenzji. W głowie już od dłuższego czasu kwitł mi pomysł na powieść. Powieść kryminalną, połączoną z elementem sensacji i thrillera. I właśnie wczoraj, kiedy głowę zaprzątały mi depresyjne myśli o milionach nieznanych mi jeszcze dat na rozszerzoną historię i braku znajomości tego czy tamtego wzoru na matematykę, doszedłem do wniosku, że nie mogę się tak co wieczór zadręczać. W ogóle, lubię się uczyć, zwłaszcza przedmiotów, którymi się interesują, które są moją pasją (HISTORIA). Dlatego doszedłem do wniosku, że usiądę przed laptopem, włączę Open Office’a i przeleję pomysły na e-papier. Wyszło z tego, co wyszło, czyli pierwszy rozdział! Cieszę się, że mi się to udało, bo mam teraz pretekst, żeby pisać dalej. Chciałbym skończyć tę pierwszą powieść do końca roku, ale dobrze wiem, że mi się to nie uda. Jednak wierzę, że kiedyś ją skończę, a może nawet jakieś wydawnictwo mi ją wyda, kto wie!

Ciężko też ostatnio u mnie z czytaniem. Skupiam się głównie na czytaniu lektur, które są ciekawe, ale nie będę przecież pisać o nich na blogu. Z drugiej jednak strony, niebawem pojawi się wpis o poezji w moim życiu. Wracając, ułożyłem sobie spory stosik lektur  na wakacje. Do tego, wymyśliłem wyzwanie książkowe pod hasłem: WAKACJE Z KLASYKĄ. Jedyna jego zasada brzmi tak: czytajcie klasykę! Nie wiem, ile przeczytacie. Ale weźcie ze sobą do Egiptu, nad Bałtyk, w Tatry czy na Mazury Dumasa, Dickensa, Hugo, Prusa, Dostojewskiego albo Tołstoja. Nie p0mińcie sióstr Bronte ani Jane Austen! Jeśli zdecydujecie się wziąć udział w moim wyzwaniu, wtedy proszę Was o zamieszczenie na Waszych blogach krótkich postów, w których opiszecie krótko o co chodzi i wstawicie link do naszego bloga, a następnie o krótki komentarz informacyjny pod tym postem. Chcę, żeby więcej ludzi o tym usłyszało i żeby klasyka stała się bardziej popularna! Niech hasłem wyzwania stanie się: „Odrodzenie klasyki”.  Zależy mi zwłaszcza na tym, żeby moi rówieśnicy nie pomijali tych powieści.

Tu macie moje plany związane z wyzwaniem, w którym sam wezmę udział:

DSC_0564 DSC_0556 DSC_0563

 

Spoza klasyki mamy tu:

1. „Cyrk nocy”Erin Morgenstern – zdobyłem tę książkę na „zgliszczach” polskiego Świata Książki, niestety go likwidują! :(

2. „Syn zarządcy sierocińca” Adam Johnson – jak wyżej.

3. „Bóg Chaosu” Tom Bradby

Do klasyki należą:

1. Powieści Dumasa z kolekcji Hachette, która aktualnie jest do kupienia w każdym kiosku za w miarę niską cenę, w stosunku do pięknego wydania.

2. „Bracia Karamazow” Fiodora Dostojewskiego

3. „Quo Vadis” H. Sienkiewicz

4. „Banita” Kraszewskiego

5. „Nędznicy” Wiktora Hugo

Już nie mogę doczekać się swoich literackich wakacji, a Wy? :)

Kończąc już, mam nadzieję, że Was zachęciłem do klasyki i przepraszam za taki lifestylowy post!

Z nadzieją na częstsze spotkania przy książce,

Marcin

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Na szczęście nieprawdziwe PANEM, czyli „W pierścieniu ognia” Suzanne Collins

images

Tydzień temu, w sobotę, zdarzyło mi się obejrzeć film. Uznałem, że usiądę przed laptopem, włożę płytkę i kliknę dwa razy na ikonkę. Ten film to „Igrzyska śmierci”, mniej lub bardziej znany w Polsce, mówiąc szczerze, ja o nim nie słyszałem w roku premiery, czyli bodajże 2011, a dopiero br. od koleżanki z klasy, która bardzo żywo mi o nim opowiadała. Pomyślałem: być może rzeczywiście warto pomęczyć oczy przez te dwie godziny przed ekranem. Czy było warto? Tak, jak najbardziej!

Ale nie o filmie będę tu pisać a o książce. „W pierścieniu ognia” to druga część trylogii amerykańskiej autorki Suzanne Collins. Pierwszej części nie czytałem, a to tylko dlatego, że nie zastałem jej w bibliotece, skąd książki wypożyczyłem. Obiecuję Wam jednak, że nadrobię pierwszą część, gdy tylko ktoś ją zwróci. Wracając do meritum, w powieści tej poznajemy dalszy ciąg historii Katniss Everdeen, zwyciężczyni Głodowych Igrzysk. Świat stworzony przez Collins, nazwany Panem, został podzielony na dwanaście Dystryktów. Każdy z nich podporządkowany jest Kapitolowi. Katniss pochodzi z ostatniego, Dwunastego Dystryktu, w którym wydobywa się węgiel. Każdy dystrykt zajmuje się produkcją różnych towarów, niezbędnych do przeżycie i funkcjonowania w cywilizacji. Co roku, z każdego dystryktu spośród osób niepełnoletnich wybieranych jest dwóch trybutów, dziewczyna i chłopak, którzy walczyć będą na śmierć i życie na arenie, w Kapitolu. Igrzyska te organizowane są, żeby przestrzec dystrykty przed powtórzeniem błędu przodków. Otóż, kiedyś we wszystkich dystryktów wybuchły powstania, które jednak zostały stłumione. Kapitol pragnie, poprzez Głodowe Igrzyska, mocą strachu i śmierci, przestrzec obywateli przed takimi wybrykami. Jednakże Katniss, zwyciężczyni 74 Głodowych Igrzysk „wznieciła iskrę, z której może wybuchnąć pożar”. Od tej pory, prezydent Snow, władca totalitarnego Panem, robi wszystko, byleby Katniss zginęła. Życie dziewczyny przewraca się do góry nogami. Po sukcesie, jakim było jej zwycięstwo, musi wraz z Peetą Mellarkiem, trybutem męskiej płci z jej dystryktu, który również, wbrew prawu, które mówi, że zwycięzca może być tylko jeden (podobnie brzmi tytuł jednej z „książek” Coelho :) ), przeżył, wyruszyć na Tournee Zwycięzców. Tam dowiadują się czegoś, co zmusza ich do podjęcia chyba najtrudniejszych decyzji w życiu. Jednak, aby dowiedzieć się więcej, musicie sami te książki przeczytać!

Po moim chaotycznym i zbyt długim streszczeniu fabuły, pora na przemyślenia i opinie.  Totalitarne państwo, stworzone przez Collins, rządzi się krwawymi zasadami. Prezydent Snow, niczym Stalin czy Mussolini, jest okrutny, niby dla dobra kraju, którym rządzi, nie chce doprowadzić do złego przewrotu. Jednak sam terroryzuje swoich mieszkańców, zamykając ich w dystryktach odgrodzonych od świata i zmuszając do pracy, z której sami nie mają korzyści, gdyż znaczna część towarów wysyłają do Kapitolu. Snow zmusza dzieci do walki na śmierć i życie, aby ukarać rodziców za ich winy. Dostrzega się też podziały klasowe. Ci z Pierwszego Dystryktu są niczym magnateria, najbogatsi, mają więcej przywilejów, niż ci z Dwunastki czy z Trójki.

Poruszona jest też kwestia miłości w „trudnych” czasach. Katniss kocha Gale’a, który mieszka w Dwunastce, jednak podczas Igrzysk rodzi się w niej także uczucie do Peety, z którym musi udawać związek przed kamerami, gdyż całe Igrzyska są pokazywane na żywo w telewizji. Dzięki temu również nabywa większą liczbę sponsorów, którzy nadsyłają jej jedzenie, czystą wodę czy lekarstwa. Sama jednak nie potrafi się zdecydować, którego z nich kocha. Czy związek z Galem nie przyniesie mu szkód, a w konsekwencji, czy nie zostanie zabity przez Snowa?

Książka jest naprawdę dobra. Opowieść jest prowadzona bardzo szybko. Już od pierwszych jej stron czytelnika nie trzyma się w ryzach, a raczej popycha na głęboką wodę. Szybkość akcji nie przeszkadza, gdyż nie ma się czasu na nudę. Mogę szczerzę wyznać, że dzięki tej szybkości, „W pierścieniu ognia” została najszybciej przeczytaną przeze mnie książką. Polecam książkę raczej osobom starszym, nie dzieciom, ze względu na brutalność i trudny temat. Dziecko raczej nie zrozumie praw rządzących totalitarnym Panem!

Pozdrawiam, Marcin! :)

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Dobrego złe początki, czyli „Trafny wybór” J.K.Rowling

Trafny wybór

Do nowej powieści autorki „Pottera” podchodziłem z wielką nadzieją. Kupiłem ją zaraz po polskiej premierze, która odbyła się 14 listopada ubiegłego roku. Odstawiłem na półkę wszelkie szkolne lektury z myślą pochłonięcia „Trafnego wyboru” przez kilka najwyżej dni. Jak bardzo się z tą „szybkością” pomyliłem, o tym wspomnę za chwilę. Warto na samym początku zadać dwa pytania Czy książka mi się podobała? Tak, na pewno! Czy podobała mi się od pierwszej strony? Nie, na pewno nie!

Fabuła rozpoczyna się śmiercią Barry’ego Fairbrothera, ważnego radnego angielskiego miasteczka Pagford. Owe miasteczko rządzi się swoimi prawami. Pomiędzy Barrym a Howardem Mollisonem toczyła się „zimna wojna” o The Filds, czyli dzielnicę Pagford, w której mieszka tzw. margines społeczny. Po śmierci Barry’ego ma zostać przeprowadzony wakat, czyli wybory na przewodniczącego rady miasta. Powoduje to istne wewnętrzne piekło w Pagford! Ludzie biją się o owe miejsce. Nastolatki zaczynają buntować się przeciwko rygorystycznym dorosłym, twierdząc, że sami są już pełnoletni i mogą o sobie decydować. Dorośli zaś, jakby bojąc się coś przedsięwziąć, zmieniają się znów w dzieciaki, płacząc, tuląc się do partnerów lub, co niedziwne w nowej powieści Rowling, całując się z nastolatkami.

Moi drodzy, jeśli szukacie w „Trafnym wyborze” prawdy o życiu nowoczesnym, to się nie zawiedziecie. Macie tu wspaniały obraz walki o „władzę”. Ludzie żyją tu szybko, a za punkt odniesienia obierają sobie Londyn, który zdaje się być jakimś legendarnym, utopijnym miejscem, dzięki opowieściom Kay Bawden. Rowling porusza w swojej powieści niebagatelne problemy XXI-wiecznej społeczności. Mamy tutaj przykłady patologicznych rodzin, w których przemoc, alkohol i narkotyki niestety stają się ważniejsze od dobra rodziny, a w tym dzieci. A propos dzieci, według mnie Rowling stworzyła niesamowitą postać Stuarta „Fatsa” Walla, chłopaka zagubionego, młodego „filozofa”, owianego pewną tajemnicą, która ostatecznie wychodzi na światło dzienne na sam koniec powieści.

Rowling porusza też problem relatywności dobra i zła. W przystępny sposób pokazuje, że to, co dla Fatsa Walla jest zwykłą zabawą, dla Sukhvinder Jawandy jest sprawą, przez którą dziewczyna próbuje niejednokrotnie się zabić. Dobro i zło są u Rowling pojęciami względnymi.

Powieść Rowling zaczyna się jednak, mimo złożoności tematyki, nudno. Na rozwój akcji czytelnik czekać musi, niestety, do mniej więcej dwusetnej strony. W tym aspekcie jej twórczość się nie zmieniła. „Potter” również zwykł zaczynać się nudno, dopiero od pewnego momentu akcja wciągała czytelnika i nie wypuszczała do ostatniego swojego słowa. Taki już pani Rowling ma styl.

Polecam „Trafny wybór” przede wszystkim jej fanom, jednak ktoś, kto nie miał styczności z jej powieścią, znajdzie tu coś dla siebie i nie będzie zawiedziony!

Pozdrawiam,

Marcin!

2 komentarze

Filed under Uncategorized

Kóltura to bzdura!

Jak widzicie, zmieniliśmy nazwę bloga – tamta tak naprawdę była tylko robocza. Więcej na temat nowej nazwy i nowych idei – niebawem. Trzymajcie się!

Dodaj komentarz

26/01/2013 · 22:54

Znalezione pod choinką, czyli literackie przygotowanie do świąt

Kochani,

jakiś czas temu pisałam na temat wyzwań czytelniczych. Nie uwzględniłam wśród nich jednego, które postanowiłam polecić Wam później. Chodzi o bloga „Znalezione pod choinką”, na którym możecie podzielić się opiniami na temat książek o szeroko rozumianej tematyce świątecznej – znajdziecie na nim recenzje zarówno bajek o Mikołaju, romantycznych opowieści z Bożym Narodzeniem w tle, a także wiele ciekawostek na temat świąt, publikowanych przez Autorkę. Jeżeli przeczytaliście coś ciekawego na ten temat, zachęcam Was do podzielenia się tym z innymi poprzez te blog. Może znajdziecie tu również inspiracje do książkowych prezentów, jakimi możecie uraczyć swoich bliskich lub pozycje dla siebie do poczytania w Boże Narodzenie. Całkowicie bezinteresownie (jak zwykle; ten blog nie jest w najmniejszej mierze dochodowy) – polecam!

http://znalezionepodchoinka.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Bardzo dobry kryminał, czyli „Dziewczyna, która igrała z ogniem” Stiega Larssona

Z trylogią „Millenium” jest u mnie identycznie jak z serią rozpoczynającą się od „Hoteku Paradise” Marthy Grimes – co roku, w wakacje czytam kolejną część. To moje drugie lato z „Millenium”, a zatem pora na część drugą – „Dziewczyna, która igrała z ogniem”.
Jeśli ktoś śledził bloga z recenzjami, którego daaawno temu prowadziłam samodzielnie to może pamięta, że w recenzji „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” oświadczyłam iż z reguły nie znoszę bohaterek kobiecych, zwłaszcza jeśli są to główne bohaterki – drażnią mnie strasznie, zwykle albo są głupie, albo to idealistki próbujące naprawiać świat (o, zgrozo – udaje im się to!). Jednakże bohaterka Larssona – Lisbeth Salander zdobyła moje serce. I nie chodzi bynajmniej o współczucie z powodu ciężkiej przeszłości albo o zafascynowanie dziwnym wyglądem. Ta postać wydaje się po prostu autentyczna, niczego nie udaje, nawet przed sobą. Jeden z najcięższych przypadków bohaterki literackiej to model – jestem atrakcyjna i wiem o tym, ale będę sobie i innym wmawiać, że nie. I tak, choćby za Bellą (imię użyte przypadkowo), ugania się stado adoradorów, gotowych oddać za nią życie, a ona wciąż spogląda w lustro i mówi: „jestem brzydka, głupia, beznadziejna itp.”. A czytelnika to zakłamanie męczy coraz bardziej z każdą stroną. Lisbeth nie ma tego problemu. Wie, jaka jest i reakcje otoczenia na nią to potwierdzają. Początek powieści sygnalizował, że bohaterka bardzo się zmieni. Jednak po zawiązaniu głównego wątku, odetchnęłam z ulgą. Bardzo się cieszę, że Stieg Larsson jednak nie zrobił z niej tragicznej heroiny.
Rozpisałam się o Salander, a zacząć chciałam od czegoś innego – z czym w ogóle to się je. Pierwsza część składała się początkowo z dwóch wątków, dwóch różnych postaci – wspomnianej już Lisbeth Salander, pracującej jako researcher, dziewczynie z trudną przeszłością, ubezwłasnowolnionej i dziennikarza Mikaela Blomkvista, próbującego rozwiązać zagadkę morderstwa sprzed kilkudziesięciu lat. Ich losy w pewnym momencie się splatają, rozwiązują zagadkę wspólnie itd. W drugiej części Blomkvist, chcąc odwdzięczyć się Salander za jej nieocenioną pomoc, staje po jej stronie w pewnej trudnej sprawie. Starając się uratować jej skórę, odkrywa także mroczne tajemnice wysoko postawionych osób w Szwecji – polityków, policjantów, adwokatów. Może to kilka zdań przesadnie nie zachęca do lektury, podobnie jak krotki opis z tyłu wydania oferowanego przez wydawnictwo „Czarna Owca”, ale naprawdę ciężko się oderwać od tej książki!
Oprócz przyjemności sprawianej śledzeniem losów Salander, autor oferuje czytelnikowi także, zapewne własną, ale włożoną w usta Mikaela Blomkvista i innych bohaterów, refleksję na temat traktowania kobiet w Szwecji. Trochę irytowało mnie to, że właściwie każdy pozytywny bohater w tej książce jest feministą, ale za to pokazał on przykłady dyskryminacji kobiet nie w moralizatorski sposób, ale bardzo naturalnie – od brutalnej przemocy i bezradności policji i władz wobec niej po mobing czy obsadzanie na niższych stanowiskach przedstawicielek płci pięknej.
Trudno mi teraz powiedzieć, czy w pierwszej części także pojawiało się to, co dostrzegłam w drugiej – szczegółowe opisy tego, w co ubierają się bohaterowie czy jakie modele mebli i jakie produkty spożywcze kupują w poszczególnych sklepach. Tu jednak uwydatnia się kolejny walor powieści – nawet te nieco nużące opisy są wtrącane tak swobodnie, niewymuszenie, że przepływa się po nich w naprawdę przyjemny, niemęczący sposób. Wyjaśnienie może być tylko jedno – Stieg Larsson był mistrzem pióra – jego styl pisania był lekki jak piórko. No i fantastyczne zakończenie – jakże rzadko zdarza się komuś stworzyć tak dobre zakończenie, bez dłużyzn!

Moja ocena książki: 5 (Kalle Blomkvist obniża ocenę do 3; Salander podnosi do 4; Larsson podnosi do 5)

Jestem pewna, że część z Was czytała tę pozycję, a zatem czekam na Wasze opinie na jej temat. Przepraszam, że tak rzadko się odzywam, ale wciąż nie mam stałego dostępu do internetu – problemy z dostawcą tego dobra.

Książka czytana w ramach wyzwania „Trójka e-pik” http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/2012/07/podsumowanie-lipcowej-trojki-e-pik-i.html

PS: Skoro już wspomniałam o Trójeczce e-pik: dokonałam niewielkiej modyfikacji w moim wyzwaniowym wyborze. Otóż, z lekturą anglojęzyczną raczej nie mam szans się uporać do końca sierpnia, a zatem przeczytam zamiast niej „Tajemnicę złotych pince-nez” Artura Conana Doyle’a. Pozdrawiam serdecznie,
Ania

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized