Akcja-reaktywacja. Naprawdę.

Siema,

jak widać po powitaniu, kultura naprawdę zaczyna być bzdurą, ubożeje. Jak każdy maturzysta (lub matóżysta) tłumaczę to egzaminami i nieudolnymi próbami przygotowania się do nich. Jednak wymówkę tę stracę już w czwartek, po ostatnim z nich. Co będzie wtedy?

 

 

 

Uwalę się z książką i będę w końcu czytać, no!

A później oczywiście wszystko tu opiszę.

Ciepło pozdrawiam,

Matóżystka Ania

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Czas pod presją zamienić na czas intensywności

Witajcie, kochani!

Znów muszę zacząć post od słów wyrażających moje najszczersze przeprosiny: nie piszę, bo nie mam na to czasu. A właściwie tak dotychczas myślałem. Wydawało mi się, że skoro za dwa miesiące czeka mnie egzamin dojrzałości, to na nim, i tylko wyłącznie na nim, powinienem się skupić. Dzisiaj wiem, jakim było to błędem. Nie zaprzeczę, uczę się teraz najbardziej intensywnie w całym moim dotychczasowym życiu. Pamiętam, jak jeszcze rok temu śmiałem się z maturzystów, że uczą się tak dużo, jakby „ta matura była nie wiadomo czym”. Teraz już wiem, czym jest. Otóż mnie przynosiła wiele stresu, jeszcze w połączeniu z comiesięcznymi egzaminami na prawo jazdy, powodowało delirkę w brzuchu i codzienne bóle głowy. Boże, jaki niemądry byłem. Przecież nie można się tak stresować, bo człowiek wykituje.

Wczoraj wieczorem przysiadłem do zajęcia, które nie zajmowało mnie już od początku roku szkolnego. Znowu zacząłem pisać. Nie mam jednak na myśli postów czy recenzji. W głowie już od dłuższego czasu kwitł mi pomysł na powieść. Powieść kryminalną, połączoną z elementem sensacji i thrillera. I właśnie wczoraj, kiedy głowę zaprzątały mi depresyjne myśli o milionach nieznanych mi jeszcze dat na rozszerzoną historię i braku znajomości tego czy tamtego wzoru na matematykę, doszedłem do wniosku, że nie mogę się tak co wieczór zadręczać. W ogóle, lubię się uczyć, zwłaszcza przedmiotów, którymi się interesują, które są moją pasją (HISTORIA). Dlatego doszedłem do wniosku, że usiądę przed laptopem, włączę Open Office’a i przeleję pomysły na e-papier. Wyszło z tego, co wyszło, czyli pierwszy rozdział! Cieszę się, że mi się to udało, bo mam teraz pretekst, żeby pisać dalej. Chciałbym skończyć tę pierwszą powieść do końca roku, ale dobrze wiem, że mi się to nie uda. Jednak wierzę, że kiedyś ją skończę, a może nawet jakieś wydawnictwo mi ją wyda, kto wie!

Ciężko też ostatnio u mnie z czytaniem. Skupiam się głównie na czytaniu lektur, które są ciekawe, ale nie będę przecież pisać o nich na blogu. Z drugiej jednak strony, niebawem pojawi się wpis o poezji w moim życiu. Wracając, ułożyłem sobie spory stosik lektur  na wakacje. Do tego, wymyśliłem wyzwanie książkowe pod hasłem: WAKACJE Z KLASYKĄ. Jedyna jego zasada brzmi tak: czytajcie klasykę! Nie wiem, ile przeczytacie. Ale weźcie ze sobą do Egiptu, nad Bałtyk, w Tatry czy na Mazury Dumasa, Dickensa, Hugo, Prusa, Dostojewskiego albo Tołstoja. Nie p0mińcie sióstr Bronte ani Jane Austen! Jeśli zdecydujecie się wziąć udział w moim wyzwaniu, wtedy proszę Was o zamieszczenie na Waszych blogach krótkich postów, w których opiszecie krótko o co chodzi i wstawicie link do naszego bloga, a następnie o krótki komentarz informacyjny pod tym postem. Chcę, żeby więcej ludzi o tym usłyszało i żeby klasyka stała się bardziej popularna! Niech hasłem wyzwania stanie się: „Odrodzenie klasyki”.  Zależy mi zwłaszcza na tym, żeby moi rówieśnicy nie pomijali tych powieści.

Tu macie moje plany związane z wyzwaniem, w którym sam wezmę udział:

DSC_0564 DSC_0556 DSC_0563

 

Spoza klasyki mamy tu:

1. „Cyrk nocy”Erin Morgenstern – zdobyłem tę książkę na „zgliszczach” polskiego Świata Książki, niestety go likwidują! :(

2. „Syn zarządcy sierocińca” Adam Johnson – jak wyżej.

3. „Bóg Chaosu” Tom Bradby

Do klasyki należą:

1. Powieści Dumasa z kolekcji Hachette, która aktualnie jest do kupienia w każdym kiosku za w miarę niską cenę, w stosunku do pięknego wydania.

2. „Bracia Karamazow” Fiodora Dostojewskiego

3. „Quo Vadis” H. Sienkiewicz

4. „Banita” Kraszewskiego

5. „Nędznicy” Wiktora Hugo

Już nie mogę doczekać się swoich literackich wakacji, a Wy? :)

Kończąc już, mam nadzieję, że Was zachęciłem do klasyki i przepraszam za taki lifestylowy post!

Z nadzieją na częstsze spotkania przy książce,

Marcin

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Samorealizacja w ferie, czyli jak nauczyłam się odpoczywać

Witajcie!

Dziś post refleksyjny, lajfstajlowy, osobisty i być może trochę nudny. Nie zachęcam do przeczytania, wiem, ale mam po prostu ochotę podzielić się pewną refleksją i jednocześnie podsumowaniem ferii, które jutro kończę.

Był taki czas w moim życiu, w którym brałam udział w wyścigu szczurów. Kierowała mną chora ambicja, wciąż byłam zakompleksiona i niezadowolona. Dziś już jestem poza tym wyścigiem, lecz rację miał ten, kto powiedział, że nawet po wypadnięciu z niego pozostaje się szczurem. W efekcie nigdy nie potrafiłam normalnie odpoczywać, leniuchować, wciąż nie miałam czasu na nic i  byłam zmęczona. Po krótkim, nawet jednodniowym lenistwie, wyrzuty sumienia doprowadzały mnie do płaczu. Tak było jeszcze w weekend przed feriami. Ale w ferie się to zmieniło.

Porzuciłam swoje ambitne plany nauki do matury. Za to pojechałam na rekolekcje, które bardzo mnie wyciszyły i wiele uświadomiły, zarówno one, jak i rozmowy przeprowadzone bezpośrednio po nich. Byłam w kinie, bibliotece, na basenie, spotkałam się z przyjaciółmi, z rodziną. Nie uczyłam się. Nie czytałam zbyt wiele. Nie biegłam. Szłam sobie powoli i ODDYCHAŁAM.

Osiągnęłam zatem szczęście i spokój. Zawsze zastanawiałam się, CO MAM ZROBIĆ, aby to osiągnąć. Odpowiedź nadeszła totalnie „od dupy strony”: NIE RÓB NIC. Odetchnij. Życie jest zbyt krótkie, żeby biec.

Jest taka lista – trzynaście zasad minimalizmu. Ostatnia z nich brzmi „oddychaj”. I moim zdaniem nie powinna być ostatnia. Bo dopiero, kiedy odetchnę, widzę w którą stronę mam kierować to swoje życie, o co w nim chodzi. A w moim chodzi o to, żeby być darem dla innych, a nie dla własnej ambicji i być szczęśliwa.

Cieszę się, że zrobiłam tak wiele w te ferie, jednocześnie nie odhaczając żadnej pozycji z mojej listy rzeczy do nauki i do przeczytania.

Pozdrawiam serdecznie,

Ania

PS: Leniuchowanie leniuchowaniem – fajnie było, ale od wtorku trochę zwiększam tempo, żeby się z kolei nie zanudzić. Będą posty!

 

Dodaj komentarz

Filed under Życie

Na szczęście nieprawdziwe PANEM, czyli „W pierścieniu ognia” Suzanne Collins

images

Tydzień temu, w sobotę, zdarzyło mi się obejrzeć film. Uznałem, że usiądę przed laptopem, włożę płytkę i kliknę dwa razy na ikonkę. Ten film to „Igrzyska śmierci”, mniej lub bardziej znany w Polsce, mówiąc szczerze, ja o nim nie słyszałem w roku premiery, czyli bodajże 2011, a dopiero br. od koleżanki z klasy, która bardzo żywo mi o nim opowiadała. Pomyślałem: być może rzeczywiście warto pomęczyć oczy przez te dwie godziny przed ekranem. Czy było warto? Tak, jak najbardziej!

Ale nie o filmie będę tu pisać a o książce. „W pierścieniu ognia” to druga część trylogii amerykańskiej autorki Suzanne Collins. Pierwszej części nie czytałem, a to tylko dlatego, że nie zastałem jej w bibliotece, skąd książki wypożyczyłem. Obiecuję Wam jednak, że nadrobię pierwszą część, gdy tylko ktoś ją zwróci. Wracając do meritum, w powieści tej poznajemy dalszy ciąg historii Katniss Everdeen, zwyciężczyni Głodowych Igrzysk. Świat stworzony przez Collins, nazwany Panem, został podzielony na dwanaście Dystryktów. Każdy z nich podporządkowany jest Kapitolowi. Katniss pochodzi z ostatniego, Dwunastego Dystryktu, w którym wydobywa się węgiel. Każdy dystrykt zajmuje się produkcją różnych towarów, niezbędnych do przeżycie i funkcjonowania w cywilizacji. Co roku, z każdego dystryktu spośród osób niepełnoletnich wybieranych jest dwóch trybutów, dziewczyna i chłopak, którzy walczyć będą na śmierć i życie na arenie, w Kapitolu. Igrzyska te organizowane są, żeby przestrzec dystrykty przed powtórzeniem błędu przodków. Otóż, kiedyś we wszystkich dystryktów wybuchły powstania, które jednak zostały stłumione. Kapitol pragnie, poprzez Głodowe Igrzyska, mocą strachu i śmierci, przestrzec obywateli przed takimi wybrykami. Jednakże Katniss, zwyciężczyni 74 Głodowych Igrzysk „wznieciła iskrę, z której może wybuchnąć pożar”. Od tej pory, prezydent Snow, władca totalitarnego Panem, robi wszystko, byleby Katniss zginęła. Życie dziewczyny przewraca się do góry nogami. Po sukcesie, jakim było jej zwycięstwo, musi wraz z Peetą Mellarkiem, trybutem męskiej płci z jej dystryktu, który również, wbrew prawu, które mówi, że zwycięzca może być tylko jeden (podobnie brzmi tytuł jednej z „książek” Coelho :) ), przeżył, wyruszyć na Tournee Zwycięzców. Tam dowiadują się czegoś, co zmusza ich do podjęcia chyba najtrudniejszych decyzji w życiu. Jednak, aby dowiedzieć się więcej, musicie sami te książki przeczytać!

Po moim chaotycznym i zbyt długim streszczeniu fabuły, pora na przemyślenia i opinie.  Totalitarne państwo, stworzone przez Collins, rządzi się krwawymi zasadami. Prezydent Snow, niczym Stalin czy Mussolini, jest okrutny, niby dla dobra kraju, którym rządzi, nie chce doprowadzić do złego przewrotu. Jednak sam terroryzuje swoich mieszkańców, zamykając ich w dystryktach odgrodzonych od świata i zmuszając do pracy, z której sami nie mają korzyści, gdyż znaczna część towarów wysyłają do Kapitolu. Snow zmusza dzieci do walki na śmierć i życie, aby ukarać rodziców za ich winy. Dostrzega się też podziały klasowe. Ci z Pierwszego Dystryktu są niczym magnateria, najbogatsi, mają więcej przywilejów, niż ci z Dwunastki czy z Trójki.

Poruszona jest też kwestia miłości w „trudnych” czasach. Katniss kocha Gale’a, który mieszka w Dwunastce, jednak podczas Igrzysk rodzi się w niej także uczucie do Peety, z którym musi udawać związek przed kamerami, gdyż całe Igrzyska są pokazywane na żywo w telewizji. Dzięki temu również nabywa większą liczbę sponsorów, którzy nadsyłają jej jedzenie, czystą wodę czy lekarstwa. Sama jednak nie potrafi się zdecydować, którego z nich kocha. Czy związek z Galem nie przyniesie mu szkód, a w konsekwencji, czy nie zostanie zabity przez Snowa?

Książka jest naprawdę dobra. Opowieść jest prowadzona bardzo szybko. Już od pierwszych jej stron czytelnika nie trzyma się w ryzach, a raczej popycha na głęboką wodę. Szybkość akcji nie przeszkadza, gdyż nie ma się czasu na nudę. Mogę szczerzę wyznać, że dzięki tej szybkości, „W pierścieniu ognia” została najszybciej przeczytaną przeze mnie książką. Polecam książkę raczej osobom starszym, nie dzieciom, ze względu na brutalność i trudny temat. Dziecko raczej nie zrozumie praw rządzących totalitarnym Panem!

Pozdrawiam, Marcin! :)

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Przeczytane i obejrzane w 2012 roku, czyli spóźnione podsumowanie

Witajcie!

Wczoraj przeżywałam nieco ciężki dzień, będący następstwem bardzo intensywnej nocy – przedwczoraj odbył się mój bal studniówkowy. Było naprawdę wspaniale, głównie dzięki mojemu Chłopakowi, Klasie i dwóm Profesorom (jeden to ex-Profesor). Nie zmienia to jednak faktu, że wczoraj ciężko mi się ruszało, myślało, bardzo chciało mi się pić, bolało mnie gardło, kaszlałam, byłam niewyspana, czyli taki typowy syndrom dnia następnego.

Mimo to postanowiłam poświęcić się twórczemu zajęciu – zestawieniu wszystkich książek i filmów, jakie odebrałam w poprzednim roku. Opatrzyłam je ocenami, które wystawiałam tuż po zapoznaniu się z obrazem i przyznaję, że z niektórymi już dziś się nie zgadzam. Uwzględniłam tylko dziewiczo oglądane filmy i czytane książki.

Książki przeczytane w 2012:

SZÓSTKI:

1. „Stacja Cold Flat Junction” Martha Grimes

2. „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń” Nick Vujic

SZÓSTKI „MNIEJ”:

3. „Hotel Belle Rouen” Martha Grimes

PIĄTKI:

4. „Pogadanki z etyki” Andrzej Szostek

5. „Pasja” Anna Katarzyna Emmerich

6. „Zbrodnia i kara” Fiodor Dostojewski

7. „Opowiadania petersburskie” Mikołaj Gogol

8. „Dziewczyna, która igrała z ogniem” Stieg Larsson

9. „Zapasy z życiem” Eric-Emmanuel Schmitt

10. „Siły życia” Martin Grey

11. „Tajemnica złotych pince-nez” Arthur Conan Doyle

12. „Jeden dzień Iwana Denisowicza” Aleksander Sołżenicyn

13. „Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow

14. „Byłem asystentem doktora Mengele” Niklos Nyiszli

PIĄTKI „MNIEJ”:

15. „Lalka” Bolesław Prus

16. „Detektywi w służbie miłości” Agata Christie

17.  „Boczne drogi” Joanna Chmielewska

CZTERY PLUS:

18. „Bardziej być” Mieczysław Krąpiec

19. „Kordian” Juliusz Słowacki

20. „Mendel Gdański” Maria Konopnicka

21.  „Niespodziewany gość” Agata Christie

22. „Blask fantastyczny” Terry Pratchett

CZTERY:

23. „Weronika postanawia umrzeć” Paulo Coelho

24. „Anioł radości” Marek Dziewiecki

25. „Nie-boska komedia” Zygmunt Krasiński

26. „Pan Tadeusz” Adam Mickiewicz

27. „Parker Pyne na tropie” Agata Christie

28. „Opowiadania” Mikołaj Gogol

29. „Potop” Henryk Sienkiewicz

30. „Wesele” Stanisław Wyspiański

31. „Jądro ciemności” Joseph Conrad

32.  „Ludzie bezdomni” Stefan Żeromski

CZTERY „MNIEJ”:

33.  „Sprawa zielonookiej siostry” Erle Stanley Gardner

34. „Chłopi” Władysław Reymont

TRZY PLUS:

35. „Potęga sławy” Helen Fielding

36. „Gloria victis” Maria Konopnicka

TRZY „MNIEJ”:

37. „Bohdan Chmielnicki” Janusz Kaczmarczyk

Jak widzicie, oceny te są bardzo subiektywne i świadczą głównie o moich brakach intelektualnych – chyba światły człowiek nie powinien oceniać wyżej prostego kryminału obyczajowego niż epopei narodowej. Teraz małe zestawienie filmów.

FILMY OBEJRZANE W 2012:

SZÓSTKA:

1. „Prestiż” Christopher Nolan

PIĘĆ PLUS:

2. „Władca much” Harry Hook

3. „John Q” Nick Cassavetes

PIĘĆ:

4. „Alicja w Krainie Czarów” Tim Burton

5. „W ciemności” Agnieszka Holland

6. „Błękitny motyl” Lea Pool

7. „Misery” William Goldman

PIĘĆ „MNIEJ”:

8. „Łaska i przebaczenie” David Evans

9. „Oliver Twist” Roman Polański

10. „Eugenika w imię postępu” Grzegorz Braun

11. „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach” Rob Marshall

CZTERY PLUS:

12. „Rzeź” Roman Polański

13. „Bella” Alejandro Monteverde

14. „Harry Potter i Insygnia Śmierci II” David Yates

15. „Narzeczony mimo woli” Anne Fletcher

CZTERY „MNIEJ”:

16. „Spotkanie” (oglądałam go u kogoś i nie mogę znaleźć nazwiska reżysera)

17. „Pewnego razu w Rzymie” Mark Steven Johnson

TRZY PLUS:

18. „Jeszcze dalej niż Północ” Dany Boon

19. „Salt” Philip Noyce

20. „Pan i pani Kiler” Robert Luketic

To taki suchy post, bo o większości z tych pozycji już pisałam obszerniej na blogu, więc to jest tylko taki ranking podsumowujący. No, dobra, teraz widzę, że o wielu filmach nie wspomniałam ani słowem, więc może jeszcze kiedyś uda mi się to nadrobić. Pozdrawiam Was serdecznie i obiecuję napisać coś ciekawszego w przyszłym tygodniu – dowiecie się między innymi dlaczego właściwie kultura to bzdura.

Ania

Dodaj komentarz

Filed under Filmy, Książki

Dzień Babci 2013, czyli „Kurczak ze śliwkami” Vincenta Paronnauda i Marjane Satrapi

Witajcie!

Dziś chcę napisać kilka słów o filmie, który obejrzałam przez przypadek, dzięki temu, że, wraz z Siostrą, zaprosiłyśmy nasze kochane Babcie do kina z okazji ich święta. Miałyśmy obejrzeć polską komedię „Piąta pora roku” z Ewą Wiśniewską w roli głównej. Dopiero w kinie okazało się, że taśma z filmem została uszkodzona i wszystkie seanse owego filmu zamienione są na dramat belgijsko-francuski „Kurczak ze śliwkami”. Byłyśmy nieco rozczarowane – jeszcze nigdy nie obejrzałam filmu francuskiej produkcji, który przypadłby mi do gustu. Okazało się jednak, że owo zamieszania pozwoliło nam obejrzeć przepiękną, baśniową opowieść. I najważniejsze – nasze Babcie również były bardzo zadowolone.

Nasser-Ali to muzyk, który, w wyniku kłótni z żoną, utracił ukochane skrzypce. Po nieudanych próbach odnalezienia nowego instrumentu, bohater dochodzi do wniosku, że jego życie straciło sens i postanawia umrzeć. Przez osiem dni „trawi” w głowie całe swoje życie – dowiadujemy się wówczas kim tak naprawdę jest i dlaczego takim się stał. Poznajemy także sekret wielkiej miłości, jaką przeżył.

Całkiem podobnie brzmi tekst na ulotce promocyjnej filmu. Nie zachęcił mnie on w ogóle, wręcz przeciwnie. Tym bardziej film był dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Na uwagę zasługują świetne scenerie, tworzące baśniowy klimat. Całość okraszona jest nieco czarnym lub ironicznym humorem. Te wszystkie dygresje, wspomnienia, marzenia, wyobrażenia sumują się na świat, w którym cudownie jest się zanurzyć na półtora godziny. Niebagatelną rolę odgrywa w nim również wspaniała muzyka. Chwycił mnie za serce i myślałam o nim przez całą niedzielę. To tak naprawdę opowieść o miłości totalnej – czystej, niespełnionej, nigdy niezaspokojonej.

Moja ocena filmu: 4+.

I znów potwierdza się reguła, że najlepsze filmy, jakie widzę, oglądam przypadkiem. To znaczy, jeśli wierzyłabym w przypadki, to by tak było.

Produkcja ta porównywana jest do „Amelii”, której niestety nie miałam okazji obejrzeć. Czy oglądaliście któryś z tych filmów? Jeśli tak, proszę Was o wyrażanie swojego zdania. Jestem również ciekawa, jakie Wy wybieracie sposoby na spędzanie czasu z Waszymi Babciami i Dziadkami. Ja i Siostra po raz pierwszy zaproponowałyśmy w Dzień Babci tego typu wyjście, ale dziś już wiemy, że był to strzał w dziesiątkę i fajny sposób spędzenia czasu razem.

Pozdrawiam najserdeczniej,

Ania

1 komentarz

Filed under Filmy

Dobrego złe początki, czyli „Trafny wybór” J.K.Rowling

Trafny wybór

Do nowej powieści autorki „Pottera” podchodziłem z wielką nadzieją. Kupiłem ją zaraz po polskiej premierze, która odbyła się 14 listopada ubiegłego roku. Odstawiłem na półkę wszelkie szkolne lektury z myślą pochłonięcia „Trafnego wyboru” przez kilka najwyżej dni. Jak bardzo się z tą „szybkością” pomyliłem, o tym wspomnę za chwilę. Warto na samym początku zadać dwa pytania Czy książka mi się podobała? Tak, na pewno! Czy podobała mi się od pierwszej strony? Nie, na pewno nie!

Fabuła rozpoczyna się śmiercią Barry’ego Fairbrothera, ważnego radnego angielskiego miasteczka Pagford. Owe miasteczko rządzi się swoimi prawami. Pomiędzy Barrym a Howardem Mollisonem toczyła się „zimna wojna” o The Filds, czyli dzielnicę Pagford, w której mieszka tzw. margines społeczny. Po śmierci Barry’ego ma zostać przeprowadzony wakat, czyli wybory na przewodniczącego rady miasta. Powoduje to istne wewnętrzne piekło w Pagford! Ludzie biją się o owe miejsce. Nastolatki zaczynają buntować się przeciwko rygorystycznym dorosłym, twierdząc, że sami są już pełnoletni i mogą o sobie decydować. Dorośli zaś, jakby bojąc się coś przedsięwziąć, zmieniają się znów w dzieciaki, płacząc, tuląc się do partnerów lub, co niedziwne w nowej powieści Rowling, całując się z nastolatkami.

Moi drodzy, jeśli szukacie w „Trafnym wyborze” prawdy o życiu nowoczesnym, to się nie zawiedziecie. Macie tu wspaniały obraz walki o „władzę”. Ludzie żyją tu szybko, a za punkt odniesienia obierają sobie Londyn, który zdaje się być jakimś legendarnym, utopijnym miejscem, dzięki opowieściom Kay Bawden. Rowling porusza w swojej powieści niebagatelne problemy XXI-wiecznej społeczności. Mamy tutaj przykłady patologicznych rodzin, w których przemoc, alkohol i narkotyki niestety stają się ważniejsze od dobra rodziny, a w tym dzieci. A propos dzieci, według mnie Rowling stworzyła niesamowitą postać Stuarta „Fatsa” Walla, chłopaka zagubionego, młodego „filozofa”, owianego pewną tajemnicą, która ostatecznie wychodzi na światło dzienne na sam koniec powieści.

Rowling porusza też problem relatywności dobra i zła. W przystępny sposób pokazuje, że to, co dla Fatsa Walla jest zwykłą zabawą, dla Sukhvinder Jawandy jest sprawą, przez którą dziewczyna próbuje niejednokrotnie się zabić. Dobro i zło są u Rowling pojęciami względnymi.

Powieść Rowling zaczyna się jednak, mimo złożoności tematyki, nudno. Na rozwój akcji czytelnik czekać musi, niestety, do mniej więcej dwusetnej strony. W tym aspekcie jej twórczość się nie zmieniła. „Potter” również zwykł zaczynać się nudno, dopiero od pewnego momentu akcja wciągała czytelnika i nie wypuszczała do ostatniego swojego słowa. Taki już pani Rowling ma styl.

Polecam „Trafny wybór” przede wszystkim jej fanom, jednak ktoś, kto nie miał styczności z jej powieścią, znajdzie tu coś dla siebie i nie będzie zawiedziony!

Pozdrawiam,

Marcin!

2 Komentarze

Filed under Uncategorized