Monthly Archives: Lipiec 2012

Ile Emmy we mnie, ile mnie w Emmie, czyli „Stacja Cold Flat Junction” Marthy Grimes

W każde wakacje przeżywam kilka dni z dwunastoletnią Emmą Graham – niesamowitą dziewczynką, która, jakby to określiła Ania Shirley, jest moją „bratnią duszą”. Emma na co dzień pomaga w kuchni Hotelu Paradise jako kelnerka, w wolnych chwilach poszerza natomiast swoje zainteresowania poprzez odwiedzanie Okręgowej Biblioteki imienia Abigail Butte, rozmowy z przyjaciółmi – szeryfem i kelnerką z „Tęczy” – Maud, doskonalenie się w sztuce barmańskiej, robiąc drinki dla ciotecznej babki Aurory Paradise. Te wszystkie działania są tylko przykrywką dla jej prawdziwego celu – dowiedzenia się więcej na temat tajemniczego utonięcia Mary-Evelyn sprzed czterdziestu lat, a także odkrycia, kto jest zabójcą Fern Queen i udowodnieniu, że, przynajmniej jej zdaniem, nie jest to Ben Queen. Śledztwo dziewczynki ciągle musi być wstrzymywane przez opór ze strony niektórych dorosłych, a także obowiązki kelnerki.
Kontynuacja „Hotelu Paradise” jest, podobnie jak poprzednik, jak ciepły, letni sen. Czytając powieść żyłam, podobnie jak bohaterka, w dwóch równoległych rzeczywistościach, tyle, że dla mnie ta szara rzeczywistość Emmy – wyprawy do nieznanych miejsc, włóczenie się po amerykańskiej prowincji i zimna cola w Cafe Tęcza była tą lepszą rzeczywistością. Wciągnęło mnie bez reszty, znów. Nie skłamię, jeśli powiem, że kocham tę bohaterkę. Po części na pewno dlatego, że jest bardzo ciepła, autentyczna i inteligentna – jak każde dziecko. W Emmie widzę także odbicie siebie – zwłaszcza w przypadku refleksji nad przemijaniem, przyjaźnią i kwestią podejścia do pewnych spraw, którymi inni zwykle w ogóle się nie przejmują. Też lubię spóźniać się na pociągi (w moim przypadku częściej są to autobusy) i rozmyślać, czekając na kolejny. Mój świat fantazji jest także podobny do świata Emmy – jest to świat, w którym moim nieprzyjaciele ponoszą klęski, a ja triumfuję, w dodatku w wymarzonej scenerii.
Emma nie jest jedyną bohaterką stworzoną w doskonały sposób przez Marthę Grimes. Jest przecież również Dwayne – mężczyzna, którego zapach poczułam w trakcie lektury. Jest i szeryf, którego wzrok wciąż mam przed oczami. Nie zapominajmy o Maud – nawet sposób, w jaki pali wydaje mi się bardzo uroczy. Ach, no i Aurora Paradise – jak inaczej wyobrażam ją sobie po jednej, a jak inaczej po trzech Słabych Pociechach! Każda postać jest żywa, to nie są bohaterowie papierowi. Nawet epizodyczne postacie wprowadzone są w staranny sposób, pozwalający na dokładne wyobrażanie sobie ich, wedle zamysłu autorki. Przy tym nie ma długich, nudnych opisów ani nużących retrospekcji, co często serwują nam autorzy powieści czy opowiadań. Miejsca, które odwiedzamy z Emmą nie są przygnębiające, mimo ich oczywistej biedy, zacofania. Kilka dni spędzonych z powieścią były prawdziwą przyjemnością. Z rozkoszą sięgnę po trzecią cześć cyklu – „Hotel Belle Rouen” i znów powędruję z moją przyjaciółką uliczkami Spirit Lake, La Porte, Cold Flat Junction…
Tej książki się nie zapomina i bez wahania mogę powiedzieć, że, wraz z „Hotelem Paradise” tworzą najlepszy cykl, jaki czytałam w ciągu ostatnich kilku lat.
Moja ocena książki: 6 (pierwsza szóstka w historii mojego oceniania lektur, ale jak najbardziej zasłużona).Kochani, „chwilowo” ani ja, ani Marcin nie mamy internetu. Poza tym, za kilka dni wyjezdzamy. To tyle w ramach usprawiedliwiania się co do częstosci i jakosci wpisow. Przepraszam za brak polskich znakow w ostatnim akapicie – klawiatura z jakiej korzystam chyba nie do konca wie, co to sa polskie znaki. Poprawie to, kiedy bede mogla. Pozdrawiam Was serdecznie, dziekuje, ze do nas piszecie i, prosimy, nie przestawajcie!

Ania

6 komentarzy

Filed under Książki

Dziwne ogłoszenie, czyli „Parker Pyne na tropie” Agaty Christie

Witajcie!

Nie lubię pisać recenzji książek, kiedy nie mam w ich ręku. I nie chodzi tylko o to, że mam słabą pamięć i czasem muszę zaglądać do książki, aby przypomnieć sobie nazwę miejscowości, nazwisko itd. Po prostu łatwiej przypomnieć mi sobie wrażenia z lektury, kiedy „mam ją w łapie”. Ale life is life and przeprowadzka trwa – wpadłam do starego domu, gdzie oprócz komputera i modemu został jeszcze tylko kubek, słoik kawy i stary czajnik. Skoro już mam dostęp do internetu, napiszę.

Fajnie, że wstrzeliłam się z recenzją zaraz za wypowiedzią Marcina na temat książki tej samej autorki, bo mam podobne zdanie na temat jej twórczości – średnio lubię jej bohaterów. Poirot śni mi się w nocy, za każdym razem, kiedy przeczytam powieść, w której występuje. Parkerowi Pyne’owi udało się zdobyć nieco większą moją sympatię (da się mniejszą niż Poirot?), ale dwanaście opowiadań, które składają się na książkę, nie są idealne.

Pan P.P. zamieszcza w prasie ogłoszenie o treści mniej więcej takiej (no, właśnie – przydałaby się książka, więc wybaczcie, jeśli przekręcę któreś słowo): „Czy jesteś szczęśliwy? Jeśli nie, zasięgnij rady pana Parkera Pyne’a, 17 Richmond Street”. Zgłaszają się do niego zatem osoby z różnych powodów nieszczęśliwe, a on, przy pomocy swoich zabójczo inteligentnych/pięknych/błyskotliwych asystentów pomaga im. Wiele z tych historii jest nieprawdopodobnych i naprawdę ciężko mi uwierzyć w naiwność pewnych bohaterów i ogromne szczęście Pyne’a. Kilka jednak jest naprawdę dobrych, nie wpadłabym na to albo wpadłabym, ale ostateczny efekt zmuszał mnie do refleksji. Opowiadania czyta się wspaniale – Agatka z reguły pisała bardzo lekko, bez „rozwlekłości” i innych obrzydliwości. Ostatecznie: mam wrażenie, że z każdą książką przekonuję się po trochu do tej pani.

Moja ocena książki: 4.

To już ostatnia książka, którą czytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik (http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/2012/07/lipcowa-trojka-e-pik-i-podsumowanie.html). Chyba dołączę także w przyszłym miesiącu, bo jestem zadowolona, że przeczytałam te książki. Zachęcam do tego także Was i pozdrawiam najserdeczniej!

Ania

PS: Jak zwykle – piszcie, wypowiadajcie się, nie zgadzajcie się, kłóćcie się, no!

9 komentarzy

Filed under Książki

Bardzo ciekawy przypadek – czyli „Tajemnica Siedmiu Zegarów” Agaty Christie

Jest coś w powieściach Agaty Christie, przez co wcześniej nie mogłem się za nie zabrać. Nie pasowały mi chyba postacie, które wykreowała, tj. Herkules Poirot czy pani Murple. Poirot jest tak bardzo denerwujący, że nie dało się w spokoju o nim czytać. W końcu rzuciłem jej powieści, postanawiając, że do nich nigdy nie powrócę. Uznałem, że o wiele bardziej podobają mi się opowiadania o Sherlocku Holmesie i Doktorze Watsonie autorstwa Doyle’a. W nich się zaczytywałem, nie mogę zaprzeczyć. Jednak, dzięki Sardegnie, wróciłem do lady Christie i to z wielkim uśmiechem na twarzy.

Przeczytałem „Tajemnice Siedmiu Zegarów”, dzięki czemu sam rozwiązałem pewną tajemnicę. Tajemnicę, która dotyczyła mojego negatywnego nastawienia do prozy Christie. Podchodziłem do niej raczej sceptycznie. Byłem uprzedzony co do prozy Christie, a to niedobrze. Nie można się do niczego ani nikogo uprzedzać. Teraz już to wiem i nie zamierzam tego robić. Mógłbym teraz Wam streścić fabułę tej powieści, ale wiem, że nie wypada tego robić z kryminałami. Powiem tylko, że spodziewałem się zupełnie innego zakończenia, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Zmieniłem kompletnie zdanie o twórczości Christie. Sięgnę po nią na pewno jeszcze nie raz.

Bohaterowie są świetnie wykreowani. Najbardziej przypadł mi do gustu Jimmy Thesiger, postać bardzo ważna dla fabuły. Jest naprawdę pozytywny, zabawny, inteligentny.
W powieści jest wiele postaci, które są bardzo charakterystyczne, jak na przykład Bundle czy nadinspektor Battle. Język, jakiego używa autorka jest według mnie bardzo ogólny. Nie ma tu miejsca dla długich opisów przyrody, które w tym przypadku nie mają znaczenia dla fabuły.

Mam tylko nadzieję, że reszta powieści Agaty Christie jest równie dobra, jak „Tajemnica Siedmiu Zegarów”. Tę na pewno wszystkim Wam polecą, gdyż dla mnie była ona miłym zaskoczeniem. Cieszę się, że pokusiłem się i ją kupiłem w Realu. :)

Pozdrawiam,

Marcin.

3 komentarze

Filed under Książki, Sztuka czytania

Kto wcześnie się z łóżka zbiera, ten wcześnie umiera, czyli „Blask fantastyczny” Terry’ego Pratchetta

Witajcie,

żałuję, że nie mogę wstawić zdjęcia książki, o jakiej dziś napiszę. To moje ostatnie „przeprowadzkowe” dni – post piszę na jednym komputerze, w jednym domu, a publikuję go na innym komputerze, w innym domu. Fajnie, że już w ogóle mam jakiś komputer w owym „innym”, nowym domku, z którego, swoją drogą, jestem bardzo zadowolona – mam tu przytulny kącik czytelnika, więc mam nadzieję, że będę czytać jeszcze więcej.

„Blask fantastyczny” to jedna z pierwszych powieści „Świata Dysku”. Głównym bohaterem jest nieudolny mag Rincewind, w którego rękach spoczywa los całego Dysku. Mimo niesamowitych zdolności nie tylko do wpadania w opresje, ale także do ratowania swojego życia, zapewne nie dałby sobie rady, gdyby nie pomoc pewnego turysty, dla którego sarkazm jest tylko siedmioliterowym wyrazem na literę „s”, jego Bagażu, mającego skłonność do ucieczek i Żywej Legendy…właściwie ledwie żywej.

Do tej pory przeczytałam kilkanaście tomów „Świata Dysku” i zdążyłam wyrobić sobie trochę zdanie na temat większości bohaterów, których poznałam. Rincewind nigdy nie należał do moich ulubieńców, ale w tej książce spodobał mi się dużo bardziej niż na przykład w „Ciekawych czasach”. Uwielbiam za to Śmierć, który miał niewielki udział również w tej części. Nowym bohaterem, którego poznałam i z miejsca pokochałam jest turysta – Dwukwiat. Jest po prostu niesamowity!

Humor, jak zwykle u Pratchetta, na najwyższym poziomie. Moi domownicy są już przyzwyczajeni, że, kiedy czytam książkę z bardzo kolorową okładką i żółtym grzbietem („Blask fantastyczny” wyjątkowo miał niebieski grzbiet, gdyż pochodził z serii „Nowa fantastyka”) czasem wybucham niepohamowanym śmiechem. Jasne, jest to charakterystyczny humor i przy pierwszym czytanym tomie („Łups!”) byłam trochę zmieszana, ale Świat Dysku chyba trzeba lepiej poznać, aby go pokochać.

Jedyne moje „ale” – nie lubię pratchettowskich zakończeń. Zawsze następuje wówczas wybuch, ucieczka, ratowanie życia, jakieś akcje, które stają się strasznie poważne. Gdyby jednak nie to, nikt nie mógłby mówić o „Humorze i mądrości” Świata Dysku, bo to zwykle przy końcu pojawia się owa mądrość. Zwykle mierził mnie odrobinę także lekki sentymentalizm w końcówkach, ale tym razem, kiedy… (tu pojawiłby się spojler, ale wiedzcie, że było to dla mnie naprawdę wzruszające)… naprawdę byłam smutna.

Moja ocena książki: 5-.

Świat Dysku jest piękny i stanowi świetną alternatywę dla naszego świata, choć w wielu miejscach są one naprawdę do siebie podobne.

Chcę poznać Wasze opinie o Pratchettie i jego twórczości. Jeśli również zaczytujecie się w „Świecie Dysku” to jacy są Wasi ulubieńcy? Czy naprawdę należę do bardzo wąskiego grona wielbicieli Williama de Worde, czy po prostu jego fani się nie ujawniają? Czekam na Wasze opinie. W tym tygodniu przygotuję także obiecywany post podsumowujący wyzwania czytelnicze.

Jeszcze jedna ważna sprawa: „Blask fantastyczny” był drugą książką, czytaną przeze mnie w ramach wyzwania czytelniczego „Trójka e-pik”. Więcej o wyzwaniu na blogu: http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/2012/07/lipcowa-trojka-e-pik-i-podsumowanie.html. Być może jakiś rekordzista zdąży jeszcze dołączyć do lipcowego wyzwania i przeczytać wymagane pozycje, ale, jeśli nie, to zachęcam do śledzenia bloga, bo pewnie niebawem pojawi się wyzwanie sierpniowe.

Czy wiecie, że dziś jest ostatni dzień mojego dzieciństwa? To chyba ostatnia chwila, żeby pograć w „Chicken Invaders 2” i pohuśtać się na huśtawce, więc już kończę, bo ważne sprawy mnie wzywają. Trzymajcie się ciepło,

Ania

PS: Troszkę „zawaliliśmy” Was ostatnio postami, ale, kiedy wreszcie mamy trochę wolnego czasu, wena twórcza budzi się nieoczekiwanie. Jeszcze dwa tygodnie do naszych wczasów, pewnie będą one pełne postów. Zachęcamy do zaglądania i czytania!

Dodaj komentarz

Filed under Książki

Mój własny crazy idea!

Wpadłem ostatnio na taki pomysł. Raz w tygodniu pisać post w języku polskim. Wiem, że żyjemy w Polsce, jesteśmy Polakami, więc powinniśmy rozwijać  nasze zdolności pisarskie w ojczystym języku. Jednak ja jestem rok przed maturą, po polsku piszę naprawdę nieźle. Po angielsku zaś… tu pojawia sie problem. Nie idzie mi to najlepiej. Dlatego powinienem dużo ćwiczyć, a nie ma lepszego wyjścia niż pisanie po angielsku na blogu. Tematy będą dowolne, co mi wpadnie do głowy, o tym będę pisać. Oczywiście, będę pisać o czymś ważnym. Bynajmniej nie zamierzam pisać o tym, co zjadłem na śniadanie i czy mi smakowało. Będą to moje przemyślenia. Zacznę w nadchodzącym tygodniu. Mam już nawet pomysł.

Mam nadzieję, że pomysł Wam sie podoba. Jeśli komuś przypadł do gustu na tyle, że chce robić to samo, proszę się nie krępować, używajcie tego patentu.

Pozdrawiam i do przeczytania,

Marcin

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Różnorodność pisarska o tytule „1000 stron zajebistości” – czyli „Starcie Królów” George’a R.R. Martina

Zaczęło się niewinnie od serialu na HBO. Wcześniej ta seria przewijała się raczej pomiędzy innymi powieściami fantasy. Po premierze serialu, miliony osób sięgneło po książkę, by przekonać się, że książka to arcydzieło gatunku. Dla mnie przebija wszystko, co dotychczas przeczytałem z fantastyki. Posunąłbym się nawet dalej i stwierdził, że stoi wyżej od kultowego „Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena. Może i zostanę zlinczowany, może niektórzy mnie za to znienawidzą. Nieważne, takie jest moje zdanie. Postaram się je teraz uzasadnić, by nie pozostało tylko pustym stwierdzeniem.

Na początek trochę fabuły. Żelazny Tron, znajdujący się w Królewskiej Przystani, jednoczył Zachodnie Królestwa aż do śmierci króla Roberta. Wdowa po nim, królowa Cersei Lannister zdradziła królewskie ideały, bracia króla, Renly Baratheon i Stannis Baratheon, wszczęli wojnę, do której dołączył również syn zamordowanego namiestnika króla, Eddarda Starka, Robb Stark, który ogłosił się Królem Północy. Wojna trwa, lecz nie jest to jedyny problem. Z Cytadeli, po Konklawe, przylatuje biały kruk, z listem, w którym Maesterowie ogłaszają koniec najdłuższego lata, jakie pamiętali żyjący ludzie. Dewiza Starków nareszcie stała się prawdą. Zima nadchodzi i ona okaże się najgroźniejszym wrogiem.

Mój króciutki opis fabuły to tylko ta główna sprawa, którą oplatają setki pobocznych wątków, mające bardzo duże znaczenie dla gównego wątku. Każdy znajdzie w tej powieści coś dla siebie. Jeżeli ktoś uwielbia typową fantasy z magią, smokami, najbardziej polubi rozdziały o Daenerys Targaryen, królowej zza morza, zrodzonej w burzy, Matki Smoków. Czytelnicy szukający przygody w dzikich, nieodkrytych terenach, zawalanocyh śniegiem, wczyta się najbardziej w losy o Jonie Snow, bękarcie lorda Eddarda Starka oraz jego córki, która znajduje się w niewoli, Arii Stark. Zakochani w intrygach i miłostkach, polubią losy Tyriona Lannistera, namiestnika króla Joffreya , Sansy Stark. Jak widzicie, wątków w tej powieści jest na pęczki. Wszystko jest okraszone niesamowitym językiem. Dialogi bohaterów są niesamowicie wciągające, język, jakiego używają, jest nietypowy dla każdego bohatera. Jedni są bardzo elokwentni, inni mniej. Dodaje to powieści autentyczności. Nie wszyscy są tu piękni, inteligentni i bogaci. Bieda spaja się tu z bogactwem, piękno z brzydotą, inteligencja z głupotą. Sama idea świata przypomina mi Średniowiecze. Są rycerze, damy, lordowie, królowie, są bogowie, którym ludzie oddają swoje życie, jest miłośc. Oczywiście są elementy, które zupełnie nie przypominają średniowiecza, jak smoki, Inni, Dzicy, ale to właśnie powoduje, że ta powieść jest tak niesamowita.

Polecam tę powieść każdemu. Jej wątki przypadną do gustu wszystkim, bez względu na to, co kto czyta. Książka ma 970 stron. Dochodzą do tego dodatki, którymi są spisy poszczególnych rodów, co pomaga, bo postaci jest w powieści naprawdę multum, czasem aż można się pogubić, ale autor nam pomaga i daje dam te spisy, amyśmy mogli sobie wszystko sprawdzić. Jest to potężna lektura, ale naprawdę wspaniała. Brawo, George! Książka czytana również na potrzeby wyzwania Sardegny, trójki e-pik. :)

P.S.: Moi drodzy Czytelnicy,

nie pisałem już dawno, wiem. Przepraszam, miałem lenia w d****, ale teraz mi się chcę . Kolejna już pojutrze, bo mam zamiar się wyrobić z czytaniem „Tajemnicy Siedmiu Zegarów” Agaty Christie. Pozdrawiam, do przeczytania!

Marcin

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Miłości trwaj, czyli „Opowiadania petersburskie” Mikołaja Gogola

Dobry wieczór!

Naprawdę żałuję, że nie mogę pisać częściej, bo recenzowanie, pisanie o czytaniu i w ogóle sprawia mi dużą frajdę. Równie wielką, a może nawet większą przyjemność zaznaję, pisząc moje opowiadanie. Jednak obecnie jestem w trakcie przeprowadzki, mam sporo zajęć i w ogóle te wakacje są trochę szalone i „odcięte” od komputera. Chyba za często piszę „w ogóle”. Przejdźmy zatem do meritum.

Gogol

Książka, o jakiej dziś napiszę została przeze mnie przeczytana w ramach wyzwania „Trójka e-pik” (więcej na temat wyzwania w poście: https://marcinania.wordpress.com/2012/07/05/trojka-e-pik/ oraz, przede wszystkim, na blogu: http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/). Jedną z kategorii w owym wyzwaniu na lipiec jest zbiór opowiadań. „Opowiadania petersburskie” Mikołaja Gogola zawierają dwa opowiadania, zatem jest to bardzo niewielki, ale zawsze jakiś zbiór.

„Szynel” to krótkie opowiadanie, w którym poznajemy młodego, zahukanego urzędniczynę, którego życie zmienia pewna z pozoru niewielka zmiana. „Newski prospekt” prowadzi nas natomiast ścieżkami dwóch różnych bohaterów i pozwala sprawdzić, czy swoje marzenie spełni młody artysta czy wysoko postawiony oficer i kto na tym lepiej wyjdzie. Bohaterowie Gogola nie należą do tych, których się kocha, podziwia, czy nawet zapamiętuje. Nie można również powiedzieć, że owi bohaterowie są zupełnie jak my. Ale na pewno nie można im zarzucić braku autentyczności. Potrafię wyobrazić sobie twarz każdego z nich bez żadnego problemu. Niesamowicie lekka narracja bardzo ułatwia i uprzyjemnia czytanie. Proste wydarzenia i problemy małych ludzi opisane są w niezwykle przekonujący sposób, jakby autor sam ich dotykał. Można w to uwierzyć – Mikołaj Gogol był petersburżaninem, a tło i „głównego bohatera” opowiadań stanowi właśnie ówczesna stolica Rosji. Odkąd przeczytałam „Zbrodnię i karę”, zakochałam się w tamtym literackim obrazie Petersburga i mogę śmiało powiedzieć, że „Opowiadania petersburskie” pogłębiły moją miłość do brudnego, zapyziałego, pełnego kontrastów, ubóstwa, brudu miasta. Chciałabym poczuć to miasto, dotknąć starych kamienic, przejść się mostem nad Newą. Sprawdzić, czy zmieniło się od czasów Gogola i Dostojewskiego.

Moja ocena książki: 5.

Czy ktoś może zna jakąś równie dobrą pozycję Mikołaja Gogola? Chętnie przeczytam także książki o Petersburgu, więc liczę na Wasze pomocne propozycje.

Właśnie kończę drugą książkę, czytaną w ramach wyzwania „Trójka e-pik”. Dołączył także Marcin, więc lada dzień spodziewajcie się również jego recenzji. Dziękuję za to, że się odzywacie i proszę, abyście nadal to robili, najlepiej jak najczęściej. Pozdrawiam najserdeczniej!

Ania

1 komentarz

Filed under Książki