Moje wakacje, czyli czytałam, ale nikomu nie powiedziałam

W wakacje przeczytałam trzynaście książek. Jasne, można było więcej. Inni powiedzą, że bezsensownie marnowałam czas na czytanie zamiast hasać po polach, lasach i łąkach, jedząc czereśnie i jabłka. Ale co przeczytałam, to moje i chcę się z Wami podzielić refleksjami na temat moich lektur, o których jeszcze nie zdążyłam wspomnieć na blogu.
Nad morze zabrałam ze sobą książkę znalezioną na strychu – „Siły życia” Martina Graya. Zbieram się także, aby sięgnąć po jego wspomnienia dotyczące między innymi czasu drugiej wojny światowej – „Wszystkim, których kochałem”. Warto, aby przedstawiła najpierw samego autora – to polski żyd, którego życie skażone było wieloma nieszczęściami – począwszy od pobytu w Treblince i stracie całej rodziny w w trakcie wojny, po pożar, który strawił jego żonę, dzieci i dom wybudowany jego własnymi rękami. Mimo to napisał książkę, zachęcającą do brania z życia pełnymi garściami, do cieszenia się nim i wykorzystywaniu swojego potencjału w stu procentach. Byłam ciekawa, jak to możliwe, że człowiek tak pokrzywdzony przez los znajduje w sobie nie tylko tyle siły, aby mówić o swojej tragedii innym, ale także, aby motywować swoich czytelników do, mówiąc krótko, lepszego życia. Tą wyjątkową pozycję czyta się bardzo szybko. Zawiera wiele „prawd oczywistych”, ale jednocześnie uświadamia, że dzisiaj zapominamy właśnie o tych pozornie najbanalniejszych drogach do szczęścia. Odświeżyła trochę moje podejście do świata, szczególnie w jednej kwestii, wobec której dotychczas odnosiłam się niechętnie – nie będę wyjaśniać o co chodzi, bo to zbyt osobiste, ale jestem pewna, że każdy z Was znajdzie w niej coś dla siebie – może otworzysz się na ludzi, zaczniesz dbać o zdrowie, a może po prostu staniesz się szczęśliwszy?
Wracając z wczasów miałam w plecaku o jedną książkę więcej – na jednym z namiotowych nadmorskich kiermaszów taniej książki (nie ominęliśmy z Marcinem żadnego!) udało mi się zakupić, jak zwykle w śmiesznie niskiej cenie, trzecią część serii o Emmie Graham autorstwa Marthy Grimes – „Hotel Belle Rouen”. Kto śledzi bloga, ten na pewno dostrzegł, że owa seria zauroczyła mnie, a samą Emmę traktuję jako swoją ulubioną bohaterkę literacką. Trzecia część także mnie nie zawiodła. Ten sam obraz amerykańskiej prowincji, ciepłe letnie dni i anielski placek Jen Graham. Po tych wakacjach czuję, jakbym wrosła w tamten świat. Zakończenie nie było tak emocjonujące jak w drugiej części cyklu, ale za to pozostawiło mnie w bajecznej atmosferze i niezbitym przekonaniu, że to nie jest koniec historii. To nie jest nawet początek końca. Teraz ta historia wraz z Emmą, szeryfem, Willem, panną Berthą i Dwaynem żyje własnym życiem – oni są mi zbyt bliscy, aby mogli być jedynie wytworem literackiej wyobraźni pisarki z Santa Fe. Dodam jeszcze, że klimat powieści idealnie pasuje mi do piosenki Sarah Vaughan „Summertime”. Na marginesie – kupiłam już pierwszy tom innej serii Marthy Grimes, rozpoczynającej się od powieści „Pod Huncwotem” i przeczytam ją, kiedy tylko będę miała trochę więcej luzu z lekturami szkolnymi (czyli chyba po maturze, ewentualnie w Boże Narodzenie).
Na tym blogu na pewno również wspominałam o mojej fascynacji dwoma opowiadaniami Gogola – „Szynelem” i „Newskim prospektem”. Sięgnęłam po kolejne jego dzieła. Bardzo spodobało mi się opowiadanie „Nos” w przekładzie Juliana Tuwima – to znacznie lepszy rodzaj narracji, bawienia się słowem i konwencją niż jakikolwiek, który do tej pory czytałam. Całkiem niezłe okazało się także opowiadanie „O tym, jak pokłócił się Iwan Iwanowicz z Iwanem Nikiforowiczem” oraz „Powóz”. Najmniej przypadła mi do gustu „Noc wigilijna” – być może to wynik innego tłumacza, a może po prostu, czytając je jako pierwsze, dopiero oswajałam się z szalonymi pomysłami Gogola. Niemniej, „Nos” polecam wszystkim, bo uśmiałam się przy nim niemalże do łez, choć to taki poważny problem był.
Chciałam sięgnąć także po innego rosyjskiego pisarza – Aleksandra Sołżenicyna. „Archipelag GUŁag” przeraża jednak nieco nie tylko swoją mroczną treścią, ale także wielką objętością. Przeczytałam zatem nieco ponad stu stronicowe opowiadanie „Jeden dzień Iwana Denisowicza”, w którym Sołżenicym zawarł cały przekrój społeczeństwa łagrowego, a także obraz codziennego życia tam. Największym walorem opisów jest oczywiście ich autentyczność – nikt, kto nie przeżył na własnej skórze tego wszystkiego nie mógłby opisać łagrowej rzeczywistości w tak realistyczny sposób. Nie próbujcie znajdować w tej książce patosu, bohaterstwa, idealizmu, znajdziecie w niej bowiem tylko prawdę. Lektura zachęca do sięgnięcia po inne pozycje poświęcone łagrom (w Polsce do dziś mocno kultywujemy pamięć o obozach koncentracyjnych, zapominając przy tym o radzieckich obozach na Syberii, które wcale nie były mniej okrutne niż hitlerowskie), a mnie utwierdza także w fascynacji literaturą rosyjską.
W ramach wisienki na torcie:
Moja ocena „Sił życia”: 5.
Moja ocena „Hotelu Belle Rouen”: 6.
Moja ocena „Opowiadań” Gogola: 4+.
Moja ocena „Jednego dnia Iwana Denisowicza”: 5.

Znaczy się: moje wakacje były udane.

Kochani Czytelnicy,

wiecie już jak to jest z moim internetem. Jednak moim największym problemem jest obecnie brak czasu. Postanawiam jednak, że co tydzień-dwa napiszę coś na bloga – niechaj będzie to mobilizacja to nierezygnowania  z życia kulturowego.

Lato minęło i nadeszła jesień, którą kocham. A jak Wasze nastroje?
Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie!

Ania

PS: Kochani, czy moglibyście polecić jakieś ciekawe i, przede wszystkim, porządne książki dotyczące PRZEKROJU historii Polski lub powszechnej, ewentualnie jakiegoś dużego jej wycinka? Będzie to dla mnie nieoceniona pomoc, więc jeśli ktoś z Was jest w temacie to proszę o kontakt.

Reklamy

2 Komentarze

Filed under Książki

2 responses to “Moje wakacje, czyli czytałam, ale nikomu nie powiedziałam

  1. Ja postanowiłem sobie zrobić krótką przerwę od lektur szkolnych i poczytać coś swojego. :-)
    Co do historii Polski lub powszechnej to moja historyczka podaje nam zawsze wiele różnych pozycji, do których należy sięgać, jako alternatywa dla Internetu. :-) Niestety są to książki do poszczególnych epok. Duży wycinek masz np. w „Historii Polski” Samsonowicza. Jest także seria: „Historia Polski” w dwóch tomach wyd. PWN – napisana przez wybitnych historyków.

    • Ania

      Dziękuję Ci serdecznie – mam nadzieję, że znajdę lukę w lekturach na polski, aby sięgnąć po którąś z tych pozycji :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s